rybybezkitu

Szukaj
Widget Pogodowy
YoWindow.com yr.no
Idź do spisu treści

Menu główne

Sandacz z gruntu

Metody > Grunt
obraz jpg. zdjęcie 1.5 kg sandacza.

Obowiązkowo przeczytaj RAPR.

Pełny opis metody połowu sandacza z gruntu.


Na temat sandacza z gruntu narosło wiele różnych opinii, ja przedstawię dokładnie jak go łowić by mieć świetne efekty, porównywalne z metodą spinningową na gumę. Dla mnie nie ma nic piękniejszego jak uciekający kawałek styropianu zawieszonego za szczytówką wędki, gdy jest branie praktycznie każde inne. Rzadko zdarzają się typowe odjazdy na trzy, czyli krótko, dłużej i długi odjazd a brania są różne w zależności od wielu czynników.
Najważniejszą sprawą jest zachowanie zimnej krwi przez wędkującego, a i tak sporo zacięć jest pustych. Jeżeli zatniesz za wcześnie, poczujesz go tylko na wędce, jeżeli trochę później, a nie połknie przynęty, to zepnie ci się w połowie wody, lub przy brzegu. Możesz też długo czekać, lecz jeżeli tylko poczuje jakikolwiek opór na wędce, czy splątanie nierówno nawiniętej żyłki, lubi puścić przynętę. Zacinaj na wyczucie, najlepiej gdy już dobrze się rozjedzie.
Czekaj dłużej, jeżeli masz dużego żywca, a na pierwszych wyjazdach lepiej zacinaj póżniej, niż za wcześnie. Jeżeli już masz go na kiju, to staraj się tak holować, by nie zluzować żyłki, a hol prowadzić w miarę szybko i pewnie, a ląduj rybę do dużego podbieraka. Sandacz ma pysk kościany i twardy, więc hak lubi się tylko zaczepić, a nie mocno wbić. Ja nie używam podbieraka. Samo doholowanie ryby do brzegu mi wystarcza i nie bardzo rozpaczam gdy się zepnie. Wiele ryb różnych gatunków (w tym duże karpie) wypinam  w wodzie i wypuszczam, nie lądując ich na brzegu.
Metodę no kil stosuję często, ale bez przesady i tak będę o niej pisał na stronie, wybór należy do ciebie.
Trochę o sprzęcie.
Sprzęt do łowienia sandacza z brzegu i z wywózki różni się tylko wielkością kołowrotka i długością nawiniętej żyłki.
Najważniejszą sprawą jest  równomierne nawinięcie żyłki, takie by jej zwoje nie wciskały się  mocno między siebie, a żyłka przy otwartym kabłąku zsuwała się swobodnie i prosto nie plącząc się. Kołowrotek do łowienia z brzegu musi pomieścić 150m żyłki, co najmniej 0.28mm, a do wywózki w zależności od akwenu, ale dobrze gdy można na niego nawinąć 300m żyłki takiej grubości jak i z brzegu. Gruba żyłka, bo zacinać trzeba mocno, a na zbiornikach w których występuje sum i on trafia na kij, więc walka z dużą sztuką jest ciężka. Częstym przyłowem jest węgorz.
Kołowrotek może być z wolnym biegiem, ale nie musi. Wolny bieg jest dobry na dużą falę i na rzekę.
Żyłka może być grubsza, ale bez przesady w zależności od zaczepów. Sandacz nie walczy zaciekle a jak będzie w zaczepie, to bez pontonu ciężko go z niego wyciągnąć. Jeżeli jest ciężki zaczep a masz ponton, musisz mieć ze sobą kotwicę na lince, złapać żyłkę przed i za zaczepem, uciąć ją i związać. Tak najłatwiej wyjąć rybę. Są i inne sposoby, ale mniej pewne.
Wędki można stosować różne, ale muszą mieć duży wyrzut (tak powyżej 100g), by nie złamały się podczas zarzucania zestawu z ciężarkiem ok 60g lub więcej, plus ciężar żywca, nieraz większego niż 20cm. Ja stosuję zwykłe, najtańsze teleskopy 3m o wyrzucie 120g, ale sprawdź przed wyjazdem jak się zachowują pod dużymi obciążeniami.
Dobrze jest mieć elektroniczne sygnalizatory brań. Sandacza łowi się przeważnie nocą, ale bez nich, też można sobie poradzić. Dawniej, w styropian założony za szczytówką wbijałem świetlik i każdy odjazd doskonale był widoczny, ale widzieli go i inni. Po zacięciu często spadał i trzeba było łamać drugi świetlik. Teraz zakładam sygnalizatory, ale wyciszam je całkowicie i jadę tylko na diodach, z obowiązkowym styropianem. Tak lepiej i bezpieczniej, bo nikt nic nie słyszy i nic nie widzi, a latarkę też używam gdy muszę. Jeśli łowisz małymi żywcami, można też jako sygnalizatora używać zwykłych bombek, ale trzeba też otworzyć kabłąk i zacinać szybko. Do tego sposobu potrzeba wprawy.
Ciężarki przelotowe przez środek, łezki, lub takie same z krętlikiem do krótkich rurek antysplątaniowych. Osobiście nie zakładam tych drugich. Czym mniej elementów do zaplątania się zestawu przy zarzucie, tym lepiej. Staram się też płynnie operować wędką. Na splątanego żywca z ciężarkiem nie ma brań, a nie przerzucając często wędek można czekać kilka godzin a i tak brania nie będzie. Stracony czas.
Sposoby uzbrojenia przynęty pokazane na zdjęciach. Zbroić można różnie, pokazuję jak zbroję ja. Przedstawiam zbrojenie na gumach, by nie zabijać niepotrzebnie ryb. Łowiąc na martwą rybkę, wkładam w pyszczek jak najwięcej styropianu, by podnieść ją nad dno.
Inne uzbrojenia kliknij na link.
Dokładne wiązania masz na stronie wyżej, albo kliknij na link.

Preferuję duże białe ryby jako żywce, czyli płoć, ukleja, jelec i krąp. W ostateczności, bardzo rzadko zakładam japończyki lub okonie.


Najprostsze uzbrojenie żywca (lub martwej rybki).

W 2013r zniesiono (świętokrzyskie) wymiar ochronny na płoć i leszcza, więc odpada skrupulatne mierzenie i można łowić mniejszymi rybami. Przedstawiam proste uzbrojenie żywca z gruntu (może być i na spławik), do łowienia z wyrzutu, zarówno sandacza, szczupaka jak i okonia. Można stosować na zalewach i rzekach. Hak przebijam przez obie szczęki od dołu do góry i to wszystko. Przy przekłutym tylko przez otwór w górnej wardze, ryba czasem spadała przy zarzucaniu (uciążliwe przy małej ilości żywców). To zbrojenie stosowałem już od dawana, ale łowiłem tak późną jesienią, gdy jeszcze kupowałem małe karaski w sklepie (trudno wtedy o złowienie białej ryby na łowisku). Jest to zbrojenie pewne i mało męczące rybę. Jeśli ktoś łowi tylko martwymi rybami, też może być, pod warunkiem, że rybka nie jest zbyt miękka (zamrożona a potem rozmrożona, zazwyczaj ukleja), często spada przy zarzucie. By podnieś atrakcyjność trupka można w pyszczek wepchać styropianu. Do metody gruntowej, żywe ryby zakładać tylko do żyłek na bank tonących. Jeśli nie toną, płocie po plątają zestawy z żyłką główną i można tak siedzieć do rana, bez brania. Haki powinny być mocno podgięte do wewnątrz i z dużymi zadziorami, dostosowane do wielkości ryby (bez przesady w obie strony). Mogą być z oczkiem (do wolframu), lub z łopatką do żyłki (czasem utnie szczupak). Można zestawy podciągać, lub ściągać całkowicie, a żywce spadają bardzo rzadko. Nie zdarzyło mi się, by rybę zdjął sandacz. Przy takim uzbrojeniu, lepiej z zacięciem poczekać trochę dłużej. Można ciąć i szybciej, ale hol trzeba prowadzić szybko i pewnie. Pojedynczy hak może wyśliznąć się z kościstego pyska drapieżnika. Często nocą zakładam żywca bez świecenia latarki (latem nie atakują komary). Z wywózki nie stosowałem, ostatnio łowię przeważnie z brzegu, ale najprawdopodobniej, też się nadaje. Kto chce być pewny, że ryba jest całą noc na haku, niech lepiej przeszywa. Przy wysokich temperaturach żywczyk szybko zdycha, więc lepiej brać to pod uwagę i wywozić trupka napchanego styropianem i przeszytego.

To proste zbrojenie jest świetne do aktywnego poszukiwania nocą sandacza. Zarzut, odczekać 10 min., podciągnąć kilka metrów, odczekać 10 min i tak jeszcze ze dwa razy. Potem zarzucić w inne miejsce. Ostatnio z drapieżnikami ciężko, więc trzymanie zdechlaka w jednym miejscu to bezsens.


Sandacza można łowić też metodą spławikową, ale spławik musi być jak najsmuklejszy, a żywiec mały. Drapieżnik lubi wypluć przynętę, gdy tylko poczuje większy opór. Ze spławikiem można też stosować starą metodę na paternoster, czyli teraz boczny trok, ale z małym ciężarkiem i spławikiem. Metoda spławikowa nie jest zła, ale ja łowię sporymi płociami, a one lubią splątać zestaw, co innego martwa rybka. Do spławika nocą obowiązkowy świetlik. Sandacz idzie też do brzegu i nie pociągnie żyłki. Jeżeli dno jest równe a głębokość w okolicy podobna, dobrze żywca położyć na dnie, a spławik ma być przegruntowany tak ok 1m. Stawia mniejszy opór, gdy ślizga się po wodzie.
Do łowienia na rzece stosuje się takie same wędki i kołowrotki, lecz dobrze jest pochylić je, jak najbardziej w stronę wody. Jak wspomniałem wyżej, lepiej używać kołowrotka z wolnym biegiem, ale można też w zwykłym zluzować hamulec walki, trzeba tylko pamiętać przy zacięciu przytrzymać szpulę i żyłkę, lub dokręcić hamulec.
Nigdy tak nie łowiłem, ale widziałem wędkarzy z feederami postawionymi na sandacza, z zakręconym hamulcem i malutką uklejką na haku. Zacinali natychmiast po mocnym przygięciu szczytówki, efekty mieli dobre.
Do żyłki głównej, za ciężarkiem można przywiązać długi przypon wolframowy, jeśli zależy Ci na szczupakach. Ja przypony wiążę na żyłce, ciut cieńszej niż główna z dwoma hakami, lub przeszywając martwą rybkę kotwiczką sandaczową, dwuramienną. Gdy stawiam małą, żywą uklejkę, zaczepiam ją za pyszczek pojedynczym hakiem i zakładam za grot kawałek wentyla. Nie spada. Przypon stosuję do 50cm, mniej się plącze.
Sandacza łowi się z otwartym kabłąkiem kołowrotka na wodach stojących, lub jak najlżej wyregulowanym wolnym biegiem w rzekach, ale należy go ustawić jak najdelikatniej, jednak na tyle mocno, by płynące śmieci nie odwijały żyłki z kołowrotka. To ogólnie tyle na temat połowu.
Teraz podpowiem jak zwiększyć ilość brań, ale pamiętaj że każdy łowi inaczej i wiele osób będzie ci mówić, że piszę bzdury.
Żeby się przekonać które metody są lepsze, musisz je wypróbować w praktyce. Jeżeli będę miał więcej czasu, metodę tą przedstawię dokładniej, bo o wielu sprawach napisałem krótko i może o czymś podstawowym zapomniałem, ale zarys masz a 1 czerwiec już za miesiąc i z wszystkim nie zdążę. Wiele osób mnie zna i często pyta jak łowię sandacze, więc na początku mojej przygody z internetem ją właśnie opisuję.


Nęcenie sandacza.
Od kilkunastu lat staram się, w miarę czasu, przed łowieniem sandacza przygotować wybrane miejsce zanęcając je. Do przygotowania łowiska używam kul zlepionych z lekko namoczonych płatków owsianych wymieszanych z suszoną krwią, które wrzucam przez dwa dni wieczorkiem, a trzeciego robię zasiadkę. Paczka krwi wystarcza mi na trzy wyjazdy. Dość rzadko, zamiast  krwi, stosuję dipy rybne. Jest to najlepszy sposób, aby zwabić sandacza tam gdzie chcę, ale miejsce to nie może być przypadkowe. Sandacz lubi chodzić swoimi ścieżkami, lubi dno twarde, kamieniste, lub piaszczyste, zarośnięte korzeniami. W zalewach zaporowych w dzień chroni się zazwyczaj w głębokiej wodzie, lub w starych korytach rzek, a pod wieczór wychodzi żerować  pod brzegi goniąc za drobnicą, która się tam zbiera. Robi to zawsze, nawet w grudniu, oczywiście jeśli Ty zadbasz o to, by ta płotka podeszła blisko brzegu do Twojej zanęty. Do tego służą właśnie płatki owsiane, a krew po to, by sandacz stał się bardziej agresywny.
Jeśli zaczynasz łowić sandacze dopiero teraz, staraj się dowiedzieć w których miejscach w danym akwenie były najczęściej łowione. Tym sposobem nie będziesz zanęcał mniej atrakcyjnych miejscówek i tracił czasu, choć często, takie miejsca są dużo lepsze. Nie są przełowione. Jeżeli znasz dno, to możesz spróbować łowić w mało atrakcyjnych miejscach. Ukształtowanie dna najlepiej poznasz podczas letnich kąpieli, badając go nogami, lub z pontonu, obstukując długą tyczką. Jeśli zbiornik jest głęboki pozostaje echosonda, ale i ona nie pokarze mułu na dnie. Najlepsze jest piwo dla tubylca, nawet nie wędkarza, który pamięta co było tam przed zalaniem wodą. Reszta to już pestka. Jeśli masz dużo żywców, często przerzucaj zestawy, chlapaniem zachęcasz drapieżnika do zainteresowania się co wpadło do wody, nie płoszysz go, a i żywiec staje się ruchliwy. Jak pisałem wyżej, możesz też częściej sprawdzić czy zestaw nie jest splątany. Jeśli żywców masz mało, lub łowisz martwą rybką wypchaną styropianem wystarczy (jeśli oczywiście nie ma zaczepów) zablokować kabłąk i podciągnąć wędkę z całym zestawem do pionu. Zrób tak kilkakrotnie, to wtedy obłowisz większy obszar, a rybka bardziej prowokuje sandacza gdy się rusza, niż gdy leży pół nocy nieruchomo.
Sandacza szukaj raczej bliżej brzegu, lub na twardych piaskowych górkach i tam stawiaj przynętę. Będąc kilka nocy nad wodą, obserwuj ją, to szybko zobaczysz i usłyszysz, gdzie grasuje sandacz.
Pojawiło się ostatnio sporo wydr, więc najpierw sprawdź co gania płocie. Sandacz ma charakterystyczny spław podczas żerowania, a goni jedną wybraną rybkę. Jeśli jest w pobliżu Twoich zestawów, żywczyki stają się ruchliwsze, co widać na lekko odjeżdżających styropianach. W świętokrzyskich wodach jest coraz więcej raka pręgowanego, który chodząc po dnie, lubi zaczepić o żyłki, więc Się nie podniecaj, tylko po kilkunastu minutach sprawdź i ewentualnie strąć go z żyłki, bo to on spowodował odjazd styropianu. Czasem zdarza mi się mieć branie sandacza z uwieszonym rakiem, ale lepiej gdy go tam nie ma.
Łowienie z wywózki jest podobne, lecz kilkukrotne wypływanie na wodę bez brania jest męczące i już dawno z niego zrezygnowałem. Lepiej ściągnąć sandacza do brzegu, niż daleko szukać go pontonem.
Na Brodach i Wiórach jest zakaz nęcenia, a wywozić można na zbiornikach o powierzchni większej niż 15ha lustra wody.
Jeśli nie wierzysz w zanęcanie, lub nie masz na nie czasu, to zaopatrz się w większą ilość żywców i zastosuj się do mojej porady. Będziesz miał sporo lepsze wyniki. Czasem na nowym łowisku po wrzuceniu kul zanętowych już przed zachodem słońca miałem brania, ale to o niczym nie świadczy. Sam staram się jeździć w jedno i to samo miejsce często, a jeżeli są brania, to łowię w nim nawet i kilka lat.
Wszystko zależy od wolnego czasu, a lepsze brania są według mnie uzależnione od wielu czynników, ale staram się łowić w noce ciemne, zaraz przed, po i w nów księżyca, z dużym zachmurzeniem.
Łowię sandacza ponad 30 lat i coraz bardziej mnie zaskakuje, więc czasami w bardzo nietypową noc, w którą z mojego doświadczenia nie powinienem był wychodzić z domu, miałem nadzwyczaj świetne efekty. Ale dalej uważam, że przygotowanie do łowienia być musi a praca, wiedza i częste przebywanie nad wodą przynosi w końcu zasłużone efekty, choć z rybami jest coraz słabiej.
Gdy zaczęto spinningować sandacza gumami z pontonów, a szukać  za pomocą dokładnych echosond, jego populacja bardzo się zmniejszyła. Stając nad jego głową kiedy nie żeruje i machając gumą, nawet święty by się zdenerwował i zaatakował, nawet w samo południe. Sandacz powoli mądrzeje, coraz trudniej łowić go na gumy a zakaz połowu z pontonów na małych zbiornikach, bardzo się do tego przyczynił.
Jak wspomniałem wcześniej, wszystkie porady na temat połowów są przedstawione na podstawie  zdobytego z latami mojego doświadczenia i nauki innych wędkarzy, a w szczególności nieżyjącego już Stanisława Dawidowicza i żyjącego dziadka Alka, którym teraz, tutaj dziękuję.

ŁOWIĆ MOŻNA PRZERÓŻNIE I MOICH PORAD NIE MUSISZ STOSOWAĆ.

Wrzesień 2011r.
Ostatnio sporo osób pyta mnie w sieci i poza nią jak u mnie z sandaczem, bo u nich słabiutko i to nie tylko w naszym świętokrzyskim. Zawsze mam świeże informacje z wody od kolegów, wiec na sandacze dopiero zaczynam się przygotowywać. Kilkukrotne moje wypady potwierdzają teorię, że bierze słabo, a jeżeli już to drobnica, na granicy wymiaru. Oczywiście trafiają się i wyjątki, że ktoś  złowi coś większego, ale nawet na Chańczy w tym sezonie liczniej łowiono sumy i węgorze. Zeszły rok i początek tego pokazuje, że sandacza jest coraz mniej, lub większe sztuki stały się tak ostrożne, że ciężko je złowić. W latach osiemdziesiątych większość Kielczan łowiła sandacza na zalewie w Sulejowie, potem na Chańczy i w Brodach. Teraz jeżdżą i na Domaniów, ale efekty są coraz słabsze. I tak już będzie. Sandacz jest rybą najczęściej poszukiwaną przez spinningistów i rekordy o 200 złowionych sztukach w sezonie były u nich normą. Ja łowiąc blisko Kielc i z gruntu, nigdy o takich ilościach nawet nie marzyłem. Nie da się łowić określonego gatunku w tak dużych ilościach przez całe lata, bo kiedyś ryba w wodzie się kończy. Zostaje zachwiana równowaga populacji. Zamulają się tarliska, zalewy nowe są malutkie i bez siedlisk sandaczowych, a praktycznie w każdych wodach pojawiły się duże sumy. Samiec sandacza pilnujący gniazda jest dla nich łatwą zdobyczą, a one akurat żerują przed tarłem, więc ikra ginie. W dawnych latach sumy łowiło się w dużych rzekach, teraz są wszędzie i sieją spustoszenie nawet na zalewie w Kielcach. Kilkunastokilogramowy sum w małym bajorku to dzisiaj norma, a są zbiorniki gdzie już zniesiono ograniczenia. Tak rozrosła się populacja, że nie można już z nimi nic zrobić. Jet ich nadmiar.

Co do sandacza to będą go łowić tak jak wszystkie inne większe ryby, tylko ci, którzy na połowy poświęcą większość wolnego czasu, będą doskonalić swój kunszt i umiejętności. Jak w całym życiu, ucz się i pracuj, a efekty przyjdą same.



Ochrona własnej, sandaczowej miejscówki.
W latach siedemdziesiątych, gdy zaczynałem łowić sandacze na wielu zalewach nawet okoliczni wędkarze nie wiedzieli, że występują w ich zbiornikach. Na wahadłówki w dzień się nie łowiły (więc nikt nie widział), a jeśli już ktoś nastawiał się na nie w nocy z żywcem, to też nie chwalił się efektami. Przez długi czas sandacze rosły sobie w spokoju i wiedzieli o nich tylko wtajemniczeni. Dziś zarybiane są nimi wszystkie zbiorniki i masa ludzi próbuje je łowić, z różnym skutkiem. Coraz ciężej ukryć się z dobrą miejscówką, więc przedstawię jak robię to ja. Każdy spotkał się z sytuacją, że po złowieniu jakiejkolwiek ryby, nawet drapieżnika (gdy byli świadkowie), to w następnym dniu zazwyczaj miejsce było już zajęte. Łowię przeważnie nocą, ale przyjeżdżam nad wodę trochę wcześniej. Pół biedy jeśli w pobliżu jest pusto, ale dla pewności (od kilku lat) stosuję pewną metodę kamuflażu. Zawsze ktoś może przyjechać a brania trafiają się i pod wieczór. Po co ktoś ma widzieć, lub słyszeć odjazd. Takich spraw lepiej nie pokazywać, więc do samej nocy zamiast sygnalizatorów elektronicznych (same diody, bez dźwięku) i styropianów, zakładam między przelotkami na żyłkę, zwyczajny kawałek papierka zwinięty w sztyft. Żeby zobaczyć branie, ktoś musi stać za moimi plecami, inaczej się nie da. O holowaniu z widownią, to już lepiej nie wspominać. Może trudno tak robić jak ja, ale jeśli jest widownia (nawet dość odległa), odczekuję branie dłużej i zacinam. Gdy tylko poczuję rybę, otwieram kabłąk od kołowrotka a wędkę odkładam obok podpórek, na ziemię. W dogodnej chwili wyjmuję rybę, jeśli się nie da, to odczekuję do nocy i wtedy holuję.
Jeśli włożyłeś własną pracę i kasę w przygotowanie łowiska, to szanuj to.

Najprostsze założenie żywca na grunt (pewne, nie spadnie). Hak nr. 6 mocno podgięty do wewnątrz (ewentualnie, numer dopasowany do wielkości żywca), przebity od spodu przez obie szczęki. Można założyć szybko i po ciemku.

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego