rybybezkitu

Szukaj
Widget Pogodowy
YoWindow.com yr.no
Idź do spisu treści

Menu główne

Węgorz z gruntu

Sposoby na ryby > Drapieżne


Węgorz z gruntu.

W regulaminie na rok 2011 po raz pierwszy wprowadzono okres ochronny węgorza, od 15 czerwca do 15 lipca. Okresy ochronne są zazwyczaj po to, by ryba mogła w spokoju odbyć tarło i po nim odpocząć, a węgorz u nas się nie wyciera. Ale mniejsza o to, regulamin to regulamin i nie mnie z nim dyskutować, swoją drogą wymiar ochronny mógł by być większy. Węgorzy w naszych wodach jest niewiele (koszt narybku), dlatego trudno go złowić. Lubię wyzwania, więc po sandaczu jest to następna ryba którą lubię łowić. Przyłowy są atrakcyjne. Najczęściej sumy, a gdy stawiam martwą rybkę, to sandacze. Łowię na zalewach i takie łowienie opisuję, lecz na rzekach sprzęt jest taki sam, tylko wędki w pionie. Ostatnio z powodzeniem używam pickerów, ale tylko gdy na haczyk zakładam rosówkę, wtedy
daję długi przypon.


Sprzęt do typowego gruntu i zachowanie po złowieniu węgorza.


Do typowego gruntu używam sprzętu sandaczowego (dokładny opis sandacz z gruntu), czyli mocny kij, żyłki co najmniej 200 m grubości 0.30, zwykły przelotowy ciężarek ok.60g, przypon ciut cieńszy ok.40 cm długości i hak duży od nr. 2 wzwyż, zależy co zakładam na haczyk, raczej bez zadziorów. Osłabiają moc i czasem mogą pęknąć, oczywiście nie na węgorzu, tylko na przyłowie. Jeżeli w zbiorniku nie ma sumów, można łowić skromniej (jeżeli są duże), to i te 200 m może być mało. Decyduj sam, ale bez przesady. Łowiłem (na pickerach) przyponami 0.20 mm, ale do tego potrzeba wprawy, optymalny to 0.25 mm. Czym cieniej, tym lepiej. Na przypony nie używam plecionek i Tobie nie radzę. Na brzegu węgorz lubi się okręcić i ją zerwać. Jest nierozciągliwa i szybciej pęka od żyłki, jeśli nie podniesiesz mu głowy wyżej, na kiju. Przy zarzucaniu zestawu plecionka częściej się plącze i już dawno przestałem ich stosować na długie przypony. Nie używam podbieraka. Możesz go używać pod warunkiem, że ma mocną siatkę z bardzo drobnymi oczkami i masz duże doświadczenie w nocnym podbieraniu. Lepiej jednak wyjmuj go na brzeg na kiju (żyłka wytrzyma), stań butem zaraz za łbem i cienkim nożem przetnij mu kręgosłup u podstawy czaszki. To najprostszy sposób by Ci nie uciekł po trawie do wody, jeżeli się o coś okręci i zerwie przypon. Jeśli jest mały, lub nie zabierasz go do domu (domownicy brzydzą się jeść żmij), utnij przypon to nie upaprasz się w śluzie. Węgorz potrafi wypluć hak w kilka godzin po złowieniu a nieraz i szybciej, więc nic mu nie będzie. Nie ma chyba drugiej, tak żywotnej ryby. Jeśli dobrze przeciąłeś kręgosłup, będzie leżał prościutko jak na prawdziwą sznurówkę przystało.

Obieranie węgorza.


Piszę o tym bo w latach 70, gdy złowiliśmy z kolegą pierwszego węgorza, jego matka nie umiała go obrać i usmażyła ze skórą. Wielu znajomych i teraz nie wie jak go oprawić. Kto tego nie robił, ten nie wie a jest to proste i szybko idzie, gdy nabierzesz wprawy. Wędzi się inaczej, ze skórą.
Po przebiciu kręgosłupa zostaje otwór w skórze (lub dwa), jeżeli nóż przejdzie na wylot. Ostrym nożem podważasz skórę i przecinasz ją wkoło głowy, tuż za płetwami. Idzie ciężko i opornie, ale żyletką jest sporo ciężej. Następnie małymi kleszczami naciągasz skórę w stronę ogona (na jakieś 10 cm), bierzesz kawałek gazety, papier się nie ślizga i jak rękawiczkę, ściągasz całość, do czysta. Potem możesz odciąć głowę. Przy patroszeniu nie przebij żółci i natnij sporo dalej, niż otwór odbytowy. Dalej też jest bród i krew. Od odbytu biegnie żyłka z krwią, więc dobrze jest ją ostrożnie wyciągnąć, wtedy mięso do samego ogona będzie białe. Smażysz posolonego, z przyprawą i obtoczonego w mące. Tłuszcz jaki chcesz (niewiele), sporo się wytopi. Ja bardzo lubię smażonego, co najtłustsze wypływa na patelkę. Dla mnie węgorz i miętus, to dwie najsmaczniejsze ryby naszych wód. Za łososiowatymi nie przepadam, sandacza zjem, a całej reszty nie lubię.


Przygotowanie łowiska na węgorza.


Jeśli czytasz moją stronę, to wiesz, że każde poważne łowienie zaczynam od przygotowania łowiska i nic nie zostawiam przypadkowi. Podobnie jest z węgorzem. Nęcić zacząłem kilka lat temu a pierwszego złowiłem będąc jeszcze w szkole średniej. Najlepsze brania przypadają na maj, ale łowić można i w listopadzie, przy odpowiedniej pogodzie dobrze bierze późną jesienią. Ale najszybciej złowisz go w miesiącach letnich, podczas ciemnych, burzowych, gorących nocy. By go złowić, populacja w danej wodzie musi być spora. Jeśli słyszałeś, że kilka osób złowiło węgorza w danym zbiorniku, możesz spróbować zanęcić po mojemu i spróbować szczęścia. Nie w każdym miejscu przebywa i przyjdzie do nęconego. Kilka razy, mimo nęcenia, złowiłem jednego lub dwa, choć w zalewie było go sporo.

Nęcenie węgorza.


Dawniej do nęcenia używałem kawałków pociętych płoci i uklej, teraz stosuję wątróbkę drobiową. Można płatkami owsianymi z krwią, ale tak da się zrobić w konia raz, lub dwa. Musi mieć treściwe żarcie, by przychodził na stałe. W wybrane miejsce w którym z dużym prawdopodobieństwem może przebywać, czyli niedaleko brzegu, w pobliżu zatopionych pni i korzeni, zazwyczaj przy starych korytach rzek na których powstał zalew o dnie raczej mulistym, nęcę kilka dni, porcjami ok.0.5 kg. Kupuję więcej, zamrażam po porcjowane i kiedy jadę zanęcać, zamrożoną biorę ze sobą. Dlaczego mrożoną - na dalszy rzut wędziska, pokawałkowana nożem dalej leci z procy. Jeśli łowię przy samym brzegu, mogę nie mrozić. Jeżeli węgorze w danym zbiorniku znają wątrobę (inni też nią nęcili), niekoniecznie akurat węgorze, bo i sumy można znęcić, to czas trwania przygotowania łowiska można ograniczyć do trzech, czterech razy, a potem przyjechać na nocną zasiadkę. Na haki dobrze jest założyć rosówki lub kawałki uklei lub płoci. Tym sposobem najszybciej sprawdzisz, czy ryby są w łowisku. Jeśli ich nie ma, nęcić trzeba dłużej, a sprawdzać jak wyżej, tylko potem na jedną wędkę rosówki a na drugą wątrobę (wielkość małego orzecha włoskiego), też na takim samym haku. Jeśli już zaczną brać na wątrobę, to łowię na nią. Można łowić same większe sztuki. Po jakimś miesiącu, brań jest coraz mniej i jeśli jestem cierpliwy to jeszcze trochę łowię. Jeśli nie, to jeszcze w trakcie połowów przygotowuję sobie inne miejsce, by nie tracić czasu na wyjazdy, tylko dla samego nęcenia. Następną nęconą rybą jest niekoniecznie węgorz. Wszystko zależy od pory roku i mojej zachcianki, lub testu nowej metody połowu konkretnej ryby.
Całe życie coś cuduję z rybami, więc mam akurat o czym pisać. Na rekordach i rybach to już niewiele mi zależy. Ważne, by umieć złowić coś tam, gdzie inni nie mogą a ryby to już szczegół.
Wyżej na zdjęciach, trzy węgorze złowione w tym roku, był i czwarty, ale nie nadawał się do pokazania. Dwa pierwsze 1.30kg i 1.20kg, 0.80kg i ten na zdjęciu 0.60kg. Ogólnie w tym roku i następnych, będę łowił ryby na potrzeby artykułów do strony. Coraz częściej brak mi czasu na dłuższe przebywanie nad wodą. Po nockach muszę pospać, potem praca, artykuły i zdjęcia. Same się nie napiszą i nie obrobią. Zdrowie też już nie takie, jak dawniej.
Węgorz na pickera.

Węgorz na pickera.


Ostatnio, czyli od kilku lat węgorze łowię miękkimi pickerami. Trochę dziwny sposób jak na zalewy, ale pokrótce opowiem dlaczego tak a nie na typowy grunt. Na rzekach o małym uciągu wody też się sprawdza a wędki ustawiam nie w pionie, tylko prostopadle do brzegu. Na zalewach tradycyjnie, równolegle.
Możesz tak łowić, ale tylko jeśli jesteś opanowany i spokojny a nie zacinasz każdego ugięcia drgającej szczytówki. Branie trzeba wyczekać do końca, czyli prawie do momentu całkowitego zagięcia całego kija. Na haku jest duża rosówka, lub dwie i ryba musi mieć hak w pysku a nie tylko szarpać za końce. Wcześniejsze przycięcie zazwyczaj kończy się pudłem. Podkreślam, picker jedynie na rosówkę, nie próbowałem jeszcze na wątrobę i na fileta, ale jak opisywałem na stronie sandacz z gruntu, inni łowią sandacze na pickery to i dużego węgorza też da się tak złowić. Kiedyś popróbuję.

Wiele osób które łowią na rosówki z gruntu z otwartym kabłąkiem, lub bąbką ma wiele pustych zacięć. Tak i ja miałem. Na rosówki weźmie praktycznie każda ryba, sum i płotka, więc tak być musi. Długo myślałem jak temu zaradzić, aż weszły pickery i sprawa sama się rozwiązała. Węgorz rzadko puszcza przynętę, więc obie metody są dobre, grunt z otwartym kabłąkiem i picker, ale inne ryby na luźnej żyłce lubiły wypluć rosówkę zanim zdążyłem zaciąć. Daję długi przypon, powyżej 70cm, przelotową oliwkę, duży hak i sygnalizację na szczytówkę i po sprawie. Przyłów przy łowieniu węgorza czasem jest dużo ciekawszy od niego. I ze względu na ten przyłów na kołowrotkach mam żyłkę 0.25 mm po 200 m a przypon z tej samej żyłki. Koszty zerwania zestawu są minimalne a grubiej, ani cieniej się nie da. Takie zestawy są na węgorza optymalne. Mała ryba nie zagnie kija, ale udawało mi się już złowić płcie 25 centymetrowe, które na długim przypnie łyknęły całą rosówkę i zrobiły porządne branie a już 35 cm leszcz bierze czasem jak poważna gruba ryba.
To na razie tyle na temat węgorza. Łowić możesz od maja do grudnia w tym, że w listopadzie przy jak największym wietrze, dużym zachmurzeniu i dość ciepłej nocy. Wyjątek - nowy regulamin. Węgorze łowiłem już w pełnię, w czasie silnych ulew, w dzień, ale najlepiej bierze w warunkach takich, jak podałem na wstępie.


Opiszę jeszcze zdarzenie, gdy wędkowałem w latach osiemdziesiątych na jeziorku Czerniakowskim w Warszawie. Pracowałem w delegacji. Poprawi Ci wiedzę na temat węgorza.

Miejsce zanęcone miałem pęczakiem. Podchodziły ładne liny i drobnica. Jedna wędka na spławik a druga na grunt z otwartym kabłąkiem, styropianem i ziemniakiem na kotwicy. Pewnego wieczoru, na gruncie boczny odjazd. Nie zacinałem, tylko powoli ściągałem wędkę. Po kilku obrotach korbki zauważyłem przy brzegu niedużego, ale miarowego sandacza, zaczepionego za żyłkę zębami. Puścił. Drugie branie podobne i to samo. Pomyślałem, że skoro tyle ich jest, to wrzucę kilka pociętych płoci i na drugi dzień przyjadę na noc. Tak też zrobiłem. Obie wędki blisko brzegu na grunt a na haki kawałki płotek. Pierwsze branie zaraz po ściemnieniu. Powolny odjazd, zrywami. Odczekałem ile trzeba na sandacza i zacięcie. Pudło. Brań miałem w sumie siedem. Sześć spudłowanych, choć zacinałem różnie, szybko i dłużej odczekując. Za siódmym braniem zostawiłem wędkę w spokoju. Ryba wyciągnęła większość żyłki i stanęła. Odczekałem jeszcze chwilę i zaciąłem. Słaby hol i na brzegu leżał 60 centymetrowy węgorz. W hotelu go rozciąłem, miał w żołądku cztery kawałki moich pociętych płoci. Do dziś nie mogę zrozumieć, jak mu się chciało po kilkudziesięciometrowych odjazdach i zacięciach, wracać po następne kawałki ryby.

Boczne brania przy połowach z gruntu.

Łowiąc z otwartym kabłąkiem, Ty też będziesz miał sporo brań bocznych, sandacz - kolce i zęby, karp - kolec na płetwie grzbietowej, nawet sum zaczepi wąsami i się spłoszy, więc zakładaj styropian a przed gwałtownym zacięciem lepiej sprawdź jak ucieka, bo możesz wywinąć orła. Żyłka jest luźna. Przy łowieniu pickerem tylko szarpnie wędką a ryba nie wygnie dobrze kija. Trzeba uważać na nietoperze, bobry i wydry a podstawa to opanowanie.

Jest to moja prywatna opinia i wiedza, można łowić jak kto chce, ilu wędkarzy tyle metod. Opisuję jak łowię ja. Możesz się ze mną nie zgadzać i łowić dalej, jak łowisz.




Mój pierwszy sum w roku 2011.


Po wgraniu strony o węgorzu trafiłem pierwszego sumka, łowiąc w tym samym miejscu. Czyli jak pisałem wyżej, pierwszy atrakcyjny przyłów. Został złowiony na miękką drgającą szczytówkę i pęczek rosówek, zestawem jak opisywałem. Piękna zabawa. Może jest nieduży, ale na tym zestawie i miękkim kiju trochę powalczył. Piszę by dać kilka wskazówek odnośnie holu i podbierania. Nawet dziś o holu większych ryb, musiałem sporo tłumaczyć, już dość długo wędkującemu koledze, więc nie wszyscy wiedzą.

Holowanie dużych ryb.

Opanowanie, to podstawa, ale tego nie zawsze da się szybko nauczyć. Działa adrenalina, to przychodzi z czasem i większą liczbą dużych, wyholowanych ryb.

Dobrze, gdy będziesz pamiętał o wyregulowaniu hamulca walki i najważniejszej sprawie, że większe ryby holujesz kijem, a nie kołowrotkiem. Ręka ciągnąca kij ma dużo większe wyczucie, niż ręka kręcąca korbką kołowrotka.

Czyli po odjeździe ryby i jej zatrzymaniu się, przytrzymujesz szpulę lewą ręką, prawą podciągasz kij do pionu, i zwijasz nadmiar żyłki, aż dojedziesz z wędką prawie do poziomu. I tak do samego brzegu, kontrując ataki ryby hamulcem, czyli lekko luzujesz rękę przytrzymującą szpulę i pozwalasz rybie odskoczyć. Może to trochę zawiłe, prosto to pompa, kręcisz kołowrotkiem, pompa itd. Tak łowiąc, przedłużysz życie swoim kołowrotkom, mniej ryb urwiesz razem z żyłkami i czasem nie złamiesz kija. Pamiętaj, tak samo ciągniesz wszystkie zaczepione na wędce śmieci, torby foliowe, pniaki i gałęzie. Podobnie do tej metody holu, jest jigowanie gumami sandacza. Jeśli się tego szybko nauczysz, ze wszystkimi rybami sobie poradzisz, tylko musisz znać wytrzymałość swoich zestawów i najważniejsze, pamiętać o tym w trakcie holu.


Podbieranie suma bez podbieraka, jeśli łowisz sam, jak ja.

Po dociągnięciu do brzegu, Ty nęcisz i łowisz, więc brzeg wybieraj wygodny, po co Ci podbierak, umęcz rybę do oporu i w zależności od wielkości, wyrzuć na brzeg obiema rękami, mocno złap pod pokrywy skrzelowe od spodu i wyciągnij (duża wprawa i brak strachu ), lub zaopatrz się w specjalną rękawicę sumową, i wyciągnij go na brzeg chwytem za szczękę. Wszystkie duże ryby ląduj podobnie.
Przy wyrzucaniu ryby obiema rękami, pamiętaj o zluzowaniu hamulca walki w kołowrotku, w odłożonej wędce, obowiązkowo. Po nieudanym lądowaniu, dotknięta ryba może odskoczyć razem z kijem.
Złowiony sumek miał 9,80kg i 107cm, trafił do domu z powodu braku aparatu nad wodą (aparat jest gabarytowo duży), a moja komórka robi fatalne zdjęcia i muszę ją zmienić. Nagrałem nią film z holu kaczki na pickera i jest nie do pokazania.


Jak zwinąć drugą wędkę łowiąc samotnie, holując dużą rybę.


Przy holu dużej ryby, zazwyczaj dochodzi do splątania zestawów z drugą wędką, więc łowiąc sam, musisz z tym sobie jakoś poradzić. Przedstawiam jak robię to ja.
W pierwszej fazie po zacięciu, ryba zazwyczaj najdłużej odskakuje, więc hamulec walki robię lżej, niż zwyczajnie i pozwalam jej jak najdalej odejść. Kij z rybą trzymam prawą ręką, siadam na stołek, drugą wędkę wkładam mocno w kolana i lewą ręką, szybko zwijam wędkę kręcąc kołowrotkiem. Jeśli ryba stanie a nie idzie do brzegu, nie robię nic, tylko ściągam drugą wędkę. Jeśli idzie do brzegu, kombinuję tak, by odskoczyła na wodę. Sumy najczęściej wolno odchodzą, bijąc do dna, więc to mały kłopot. Karpie szleją daleko od brzegu, to ściągnięcie drugiej wędki, też jest łatwe, najgorsze są amury i z nimi jest najciężej. Ale ze wszystkim idzie sobie poradzić, nawet jeśli dojdzie do splątania, można samemu, oba kije równocześnie ściągnąć, kręcąc raz jednym raz drugim (drugi w kolanach ). W ostatecznym wypadku, luźny zestaw można odciąć.
U góry jeszcze jeden, lipcowy węgorek 1.40kg z doskoku.
Wysokie wody, burze i częste opady, zniechęciły mnie do częstego wędkowania. Oprócz ryb, lubię pochodzić po lesie za grzybami. Grzybobrania lubi też żona, która często mi w nich towarzyszy. Musiałem poświęcić ryby dla grzybów i ŻONY. Jeśli lubisz grzyby, klik - klik, a obejrzysz pierwsze moje zbiory 2011r.

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego